top of page

Światło stałe, deszczownica i trema fotografa studyjnego

  • Justyna Szczygielska
  • 33 minuty temu
  • 1 minut(y) czytania

To nie była jedna sesja. To były cztery różne sesje, cztery spotkania, cztery kobiety. Jedno studio, jedna deszczownica i jedno wspólne wyzwanie: światło stałe.

Jestem fotografką studyjną.

Od lat pracuję w studio, głównie ze światłem błyskowym — przewidywalnym, precyzyjnym, dającym dużą kontrolę nad efektem. Tym razem świadomie z niego zrezygnowałam.

I właśnie stąd wzięła się trema.


Światło stałe w fotografii studyjnej


Światło stałe w studio zmienia sposób pracy fotografa. Nie ma jednego decydującego momentu błysku. Jest ciągłość, ruch i proces, który trwa.



Światło jest obecne cały czas. Decyzje podejmuje się na bieżąco — w trakcie trwania kadru, a nie przed nim. Dla fotografa studyjnego przyzwyczajonego do błysku to wyjście poza znane automatyzmy i konieczność większej uważności.


Deszcz w studio – za każdym razem inaczej


Choć punkt wyjścia był podobny, każda z tych sesji wyglądała inaczej. Inny ruch, inna energia, inne reakcje na wodę i światło.

Deszczownica wprowadzała element zmienności. Krople wody zmieniały sposób, w jaki światło układało się na skórze, włosach i tkaninach. Nic nie było w pełni powtarzalne.

Przy świetle stałym nie da się tego „zamrozić”. Trzeba obserwować i reagować — dokładnie w tym momencie, w którym obraz się wydarza.


Cztery sesje, jedno doświadczenie


Te cztery sesje były dla mnie procesem. Z każdą kolejną trema była mniejsza, a zaufanie do tego sposobu pracy większe. Nie do schematu, ale do samego procesu fotografowania.

Światło stałe w fotografii studyjnej nie zastępuje błysku. To po prostu inny sposób pracy — oparty na ciągłej obserwacji i podejmowaniu decyzji w czasie.


I czasem właśnie tam — poza znanym sposobem pracy — zaczyna się prawdziwa kreatywność.

 
 
 

Komentarze


bottom of page